Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 stycznia 2012

Czechy: Inspekcja zakazała sprzedaży ok. 470 tys. jaj z Polski

Czeska państwowa inspekcja weterynaryjna zakazała w poniedziałek sprzedaży około 470 tys. jaj pochodzących z Polski. Powodem tej decyzji są niezgodne z przepisami UE warunki chowu kur.

Jak poinformował rzecznik ministerstwa rolnictwa w Pradze Jan Żaczek, chodzi o trzy partie jaj z dwóch polskich ferm, które w hodowli wykorzystują niedozwolone od początku tego roku przez Unię Europejską typy klatek. - Jaja oznaczone były kodem producenta Fermy Drobiu Borkowski sp. z o.o. z Polski. Transport 166 260 jaj został zatrzymany. Kontrolerzy inspekcji weterynaryjnej nakazali wycofanie ich z sieci handlowej, a dostawcy dali możliwość podjęcia decyzji, czy transport zwróci do miejsca pochodzenia, czy też w nieszkodliwy sposób go zutylizuje - powiedział rzecznik. Kolejny transport dotyczył 302 400 jaj pochodzących z firmy LIM-POL. Te również nakazano usunąć z obiegu handlowego.

Już przed kilkoma dniami czeska inspekcja weterynaryjna informowała o wycofaniu z handlu około 200 tys. jaj z Węgier oraz takiej samej liczby jaj z Polski. Także wówczas tłumaczyła to tym, że warunki chowu były "niejasne".

Chodzi o regulacje dotyczące warunków hodowli kur niosek. Według unijnych przepisów z 1999 r. w klatkach nowego typu ma być mniej kur niż dotychczas, klatki mają mieć minimum 35 cm wysokości i m.in. grzędę. Na dostosowanie się do tych wymogów Komisja dała krajom członkowskim kilka lat. Polska, która weszła do UE w 2004 r., miała znacznie mniej czasu na zainstalowanie nowych klatek.

Czeski minister rolnictwa podkreślał, że takie postępowanie będzie obowiązywało we wszystkich przypadkach naruszenia przepisów przy imporcie jaj. - To nie do pomyślenia, aby nasi krajowi producenci byli poszkodowani na własnym rynku przez to, że przestrzegają wymogów unijnego prawa - powiedział.

Minister pod koniec 2011 r. wydał polecenie nakazujące instytucjom kontroli żywności zapobieganie sprzedaży jaj pochodzących od kur chowanych w klatkach starego typu.

Źródło: Gazeta Wyborcza, 17.01.2012 http://wyborcza.pl/1,75248,10977585,Czechy__Inspekcja_zakazala_sprzedazy_ok__470_tys_.html

wtorek, 3 stycznia 2012

Korrida od dziś nielegalna w Katalonii

W Katalonii od dzisiaj obowiązuje zakaz organizowania korridy. Prawo zabraniające walki z bykami zostało przegłosowane w lipcu 2010 roku. Ostatnia korrida odbyła się we wrześniu ubiegłego roku.
Obrońcy praw zwierząt - inicjatorzy obowiązującego od dzisiaj prawa - odetchnęli z ulgą. Gorszy humor mają miłośnicy korridy, którzy argumentują, że walki z bykami należą do kulturowego dziedzictwa Katalonii. - To jest niemożliwe. Ci, którzy wymyślili zakaz, nie wiedzą, co zrobili, nie rozumieją, czym jest korrida - narzeka jeden z miłośników walk z bykami.

Polityczni przeciwnicy wprowadzenia zakazu przypominają, że do czerwca kataloński rząd musi wypłacić odszkodowania organizatorom walk. Ich zdaniem, łączna kwota odszkodowań przekroczy 200 milionów euro. Tymczasem Katalonia nie ma pieniędzy nawet na służbę zdrowia. "Skąd weźmie na odszkodowania?" - pytają przeciwnicy nowego prawa.

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,10903709,Korrida_od_dzis_nielegalna_w_Katalonii.html

niedziela, 1 stycznia 2012

Nowelizacja ustawy: zwierzęta bardziej chronione

1 stycznia w życie wchodzi nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt. Od dziś psów nie można trzymać na łańcuchu dłużej niż 12 godzin, a za znęcanie się nad zwierzętami grozi do 3 lat więzienia.

Nowelizacja to wiele zmian, które powinny wpłynąć na poprawienie się sytuacji zwierząt w naszym kraju. Przede wszystkim zwiększono karę za znęcanie się nad zwierzętami - z roku do dwóch lat pozbawienia wolności. Za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem można trafić za kratki na trzy lata. Dodatkowo oprawca na 10 lat może stracić prawo do posiadania zwierzęcia.

Zwiększają się także kary finansowe za przestępstwa związane ze zwierzętami. Sąd może obecnie nakazać wpłatę kwoty w wysokości od 500 złotych do 100 tysięcy złotych na cel związany z ochroną zwierząt.

A to nie koniec. Dzięki nowelizacji zakazano przycinania uszu i ogonów psom. Nie wolno też sprzedawać zwierząt domowych na targowiskach. Dzięki temu od niedzieli nie będzie można kupić psa ani kota m.in. na poznańskiej Sielance. Specjalnie zatrudnieni ochroniarze będą pilnować, by przepisy były tu przestrzegane. Zwierzę możemy obecnie nabyć w schronisku lub w zarejestrowanej hodowli.

Co więcej, nie wolno trzymać zwierzęcia na uwięzi dłużej niż 12 godzin (np. na łańcuchu) i na uwięzi krótszej niż 3 metry.

Nowelizacja wprowadza też zakaz odstrzeliwania błąkających się zwierząt domowych przez myśliwych. Na wszystkich obywateli nakłada również obowiązek powiadomienia schroniska lub policji o znalezieniu porzuconego psa lub kota w lesie lub poza terenem zabudowanym.

Źródło: http://epoznan.pl/news-news-29724-Nowelizacja_ustawy_zwierzeta_bardziej_chronione

piątek, 30 grudnia 2011

Fermy zwierząt futerkowych w Wielkopolsce. NIK ujawnia skandaliczne zaniedbania

W naszym kraju zabija się dla futer około 4 mln. norek amerykańskich, około 300 tys. lisów pospolitych i polarnych, około 2 tys. jenotów oraz około 40 tys. szynszyli (dane za 2010 r.). Północno-zachodni obszar Polski, a w szczególności województwo wielkopolskie, to tereny, gdzie występuje najwięcej ferm zwierząt futerkowych. Planowana jest budowa kolejnych. Zamiary te bardzo często spotykają się z protestami mieszkańców, którzy zdają sobie sprawę z zagrożeń ekologicznych i epidemiologicznych związanych z przemysłową hodowlą tych, przeważnie drapieżnych, zwierząt.

Pomimo tego, iż hodowcy zapewniają, że stosują najnowocześniejsze metody i zabezpieczenia, to zdrowy rozsądek podpowiada, że przetrzymywanie zwierząt w małych klatkach, w ilościach przekraczających wyobraźnie (Bo ile to właściwie jest 40 tysięcy norek? Ile pokarmu potrzebuje taka ilość zwierząt? Ile leków? Ile odchodów wydali? Ile osobników padnie?), nie może być korzystne ani dla środowiska ani dla walorów przyrodniczych czy turystycznych regionów sąsiadujących z fermami. Wobec tego protesty, takie jak ten w Budziszewicach, o którym pokrótce pisaliśmy TUTAJ nie dziwią. Niedawno sporządzony raport NIK (wrzesień 2011 r.) potwierdza obawy społeczeństwa związane z funkcjonowaniem ferm zwierząt futerkowych.

Raport ten można analizować na dwóch płaszczyznach. Pierwsza dotyczy bezpośrednich kontroli na fermach, przeprowadzanych przez organy administracyjne takie jak Inspekcja Weterynaryjna, Inspektorat Ochrony Środowiska oraz Inspektorat Nadzoru Budowlanego na zlecenie Najwyższej Izby Kontroli. Podczas tych kontroli dostrzeżono wiele nieprawidłowości, które zostaną omówione w dalszej części artykułu. Druga płaszczyzna to analiza działań samych organów kontrolujących. I w tym względzie wykazano wiele błędów i nierzetelności. Zdaje się, że organy kontrolne przy słabym działaniu i niskim zaangażowaniu w ocenę ferm i tak dostrzegły ogromną ilość wypaczeń. Aż strach pomyśleć, jakie byłyby wnioski, gdyby przeprowadzono więcej kontroli i gdyby były one prowadzone z większym zaangażowaniem. Skupmy się jednak na obrazie, jaki wyłania się z kontroli takich, jakie były faktycznie przeprowadzone. Jak już wyżej wspomniano kontrolą ferm zajmowały się trzy różnego rodzaju inspekcje. Zatem fermy były kontrolowane pod kątem wypełniania przepisów weterynaryjnych, przepisów ochrony środowiska oraz prawa budowlanego.

Kontroli (na zlecenie NIK) poddano 23 fermy z terenu Wielkopolski, co stanowi 18% ogółu wszystkich ferm na terenie województwa. W zaledwie jednej z kontrolowanych ferm były spełnione jednocześnie wymagania weterynaryjne, budowlane i ochrony środowiska. Wszystkie pozostałe podmioty prowadzące hodowlę dopuściły się zaniedbań i naruszeń w przynajmniej w jednym z wymienionych obszarów. I tak, aż 87% skontrolowanych ferm zwierząt futerkowych nie wypełniło wymagań ochrony środowiska, w 48% przepadków działalność była prowadzona w obiektach nielegalne wybudowanych lub nielegalnie eksploatowanych, a 35% nie przestrzegało przepisów weterynaryjnych.

Przyjrzyjmy się bliżej nieprawidłowościom, jakie wskazały Inspekcje. Hodowcy nie prowadzą dokumentacji leczenia zwierząt. Czy to znaczy, że zwierzęta nie chorują? Wydaje się to mało prawdopodobne na przykład w przypadku hodowli norek w Gnieźnie, która liczy 36 000 osobników. Zatem pojawia się pytanie: czy tych zwierząt się nie leczy? Czy może leczy się na własną rękę? Skoro nikt nad tym nie czuwa, chyba słuszne są obawy związane z zagrożeniem epidemiologicznym.

Kolejne niedopatrzenie to brak umów na odbiór padłych zwierząt. Niedopatrzenie poważne, bo też wiążące się z zagrożeniem zdrowia. I w tym przypadku musimy zdać się na wyobraźnię i zastanawiać się czy martwa norka, szynszyla albo lis zostały przerobione na karmę czy może  wyrzucone pod płotem? Brakuje też procedur postępowania z odchodami zwierząt powstałymi na fermach, co znów skłania do wnioskowania, że to postępowanie nie będzie najlepszym możliwym, a legendy o smrodzie jaki unosi się w promieniu nawet kilku kilometrów od fermy futrzarskiej nie są ani trochę przesadzone.

Kontrole wykazały, że prowadzący fermy w większości przypadków łamali przepisy ochrony środowiska prowadząc gospodarkę odpadami bez wymaganych decyzji administracyjnych na wytwarzanie i odzysk odpadów. W większości przypadków nie prowadzono wymaganej prawem ewidencji odpadów. Zdarzały się również przypadki braku pozwolenia wodnoprawnego, które jest wymagane na odprowadzanie ścieków, a także wód opadowych.

Również w zakresie stosowania ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego jako karmy zaniedbany został obowiązek prowadzenia dokumentacji dotyczącej ilości i daty do użycia tych produktów. Pomijano również prowadzenie badań mikrobiologicznych ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie dokumentowano deratyzacji. W wielu przypadkach brakowało mat dezynfekcyjnych w liczbie zapewniającej zabezpieczenie wejść i wjazdów do gospodarstw. Nie zabezpieczona również w wystarczający sposób dostępu do obiektu postronnym zwierzętom.

Także Inspekcja Nadzoru Budowlanego odnotowała wiele nieprawidłowości. Część obiektów na fermach była wznoszona bez pozwolenia na budowę, inne były budowane z naruszeniem warunków wskazanych w decyzjach, a jeszcze inne były eksploatowane w sposób niezgodny z prawem. Na przykład Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Poznaniu w wyniku kontroli jednej z ferm stwierdził, że inwestor wybudował 13 wiat w konstrukcji stalowej, z dachem krytym płytami eternitowymi falistymi (zawierającymi azbest) bez pozwolenia na budowę. We wszystkich wiatach ustawione były klatki ze zwierzętami futerkowymi. Poza tym na terenie tej samej fermy bez stosownego pozwolenia wybudowane budynek gospodarczy. Tylko 6 podmiotów (26% spośród poddanych kontroli) prowadziło fermy w legalnie wybudowanych obiektach.

Mając zarys tego jak wygląda przestrzeganie przepisów na fermach przejdźmy do oceny instytucji kontrolnych, które powinny poprzez swoje kontrole wymusić na podmiotach im podlegających dostosowanie się do odpowiednich wymagań. Niestety jak czytamy w raporcie NIK: „Fermy zwierząt futerkowych funkcjonujące na terenie województwa wielkopolskiego nie były wcale lub bardzo rzadko kontrolowane przez inspekcje nadzoru budowlanego i ochrony środowiska, a nadzór weterynaryjny nad tymi fermami sprawowany był nierzetelnie."

Kontrole przeprowadzane przez Inspekcje Weterynaryjne powinny być prowadzone, zgodnie z zaleceniami Głównego Lekarza Weterynarii, w oparciu o listę kontrolną SPIWET (1). Zakres przeprowadzonych kontroli oraz sposób ich udokumentowania nie odpowiadał jednak w pełni obowiązującym wymogom w czterech Inspekcjach Weterynaryjnych spośród sześciu kontrolowanych przez NIK. Ponadto aż pięć inspekcji w swoich raportach przedstawiło nierzetelne dane, co do liczby skontrolowanych ferm oraz wyników ich kontroli. Na przykład Powiatowy Lekarz Weterynarii w Poznaniu w raportach wykazał, że w latach 2009-2010 skontrolował odpowiednio siedem i sześć ferm zwierząt futerkowych, podczas gdy faktycznie skontrolowano odpowiednio dwa i jedno gospodarstwo. Albo Inspekcja Weterynaryjna w Ostrowie Wlkp., która w sporządzonym protokole nie udokumentowała ustaleń w zakresie liczby zwierząt utrzymywanych na fermie, mimo że podstawą tej kontroli była skarga mieszkańców dot. m.in. możliwości przekroczenia na tej fermie dopuszczonej w zezwoleniu obsady norek. Do innych nierzetelnych działań inspekcji można zaliczyć to, że Inspekcje Weterynaryjne w Grodzisku Wlkp. i Poznaniu po odnotowaniu nieprawidłowości nie określiły w protokołach zaleceń pokontrolnych ani terminów ich realizacji. W innych przypadkach, nawet gdy takie zalecenia istniały, to nie sprawdzano ich wykonania. Zaniechania te spowodowały, że na 3 fermach nadzorowanych przez Inspektorat w Grodzisku Wlkp. co roku występowały te same nieprawidłowości. Rekordzistą natomiast została Inspekcja Weterynaryjna w Krotoszynie, która w 26 raportach na 33 sporządzonych, udokumentowała przeprowadzenie kontroli, które się nie odbyły lub zostały przeprowadzone w sposób nierzetelny. NIK wskazała na występowanie warunków sprzyjających tworzeniu się mechanizmów korupcjogennych.

Natomiast jeśli chodzi o Inspektorat Ochrony Środowiska to nie był on w szczególny sposób zobligowany do przeprowadzania kontroli ferm futrzarskich. Ani Główny Inspektor Ochrony Środowiska nie zaliczył funkcjonowania ferm futrzarskich do ważnych działań ani wojewoda wielkopolski i organy wykonawcze administracji nie zgłosiły konieczności kontroli ferm w zakresie przestrzegania przepisów ochrony środowiska. Czy słusznie? Inspekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu przeprowadziła w latach 2009-2010 kontrole 6 ferm spośród 129 w województwie wielkopolskim. We WSZYSTKICH skontrolowanych fermach stwierdzone zostały nieprawidłowości związane z gospodarką odpadami. Pomimo stwierdzenia poważnych nieprawidłowości i zaniedbań na wszystkich kontrolowanych fermach nie podjęto dalszych działań, poprzestając na tych badań. A zdaje się, że logiczne wnioskowanie podpowiada, że na pozostałych fermach może zachodzić analogiczna sytuacja. Nie dziwi więc, że NIK skierowała wniosek do WIOŚ w Poznaniu o objęcie kontrolą w każdym roku większej liczby ferm zwierząt futerkowych, funkcjonujących na terenie województwa wielkopolskiego.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia, potraktowana bardzo zdawkowo w raporcie Najwyższej Izby Kontroli – same zwierzęta. Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w Polsce w 2010 r. produkowanych było około 4 mln skór norek amerykańskich, około 300 tys. skór lisów pospolitych i polarnych, około 2 tys. skór jenotów oraz około 40 tys. sztuk szynszyli. Każda ta sztuka to żywa, czująca istota, która ma prawo do życia wolnego od cierpienia. Hodowla w ciasnej klatce, zakończona śmiercią wyklucza taką możliwość, jednak mimo wszystko dobrze byłoby, gdyby organy kontrolne zwracały uwagę na to czy ta klatka ma odpowiednie rozmiary, czy zapewniony jest dostęp światła i powietrza, w końcu na to w jaki sposób odbywa się ubój. Niestety takich informacji nie znajdziemy w raporcie NIK. Ze szczątkowych informacji możemy wywnioskować, że takich danych po prostu nie ma. Na 96 ferm będących pod nadzorem Inspekcji Weterynaryjnych z województwa wielkopolskiego zaledwie 4 zostały skontrolowane w roku 2010 pod kątem dobrostanu zwierząt.

Zatem informacje na temat traktowania zwierząt na fermach trzeba i warto czerpać z innych źródeł. Najbardziej wiarygodne zdają się filmy video realizowane podczas śledztw obywatelskich. Pod tym ADRESEM możemy obejrzeć filmy z fińskich ferm. Z obrazów tych wynika, że przemysł futrzarski ma za nic dobrostan zwierząt. Norki, lisy, szynszyle stłoczone są w maleńkich klatkach. A przecież jako drapieżniki są stworzone do przemierzania ogromnych odległości w poszukiwaniu zdobyczy. Norka potrafi dziennie przebyć kilkadziesiąt kilometrów. Czy klatka o wymiarach kilkudziesięciu cm może zapewnić jej warunki choć minimalnie zbliżone do naturalnych? Oczywiście, że nie! Skutki tego możemy zobaczyć na wyżej wspomnianych filmach. Kręcenie się w kółko, obijanie od ścian klatki, obgryzanie kończyn, ogonów i uszu, ropiejące oczy, gnijące rany, niedowład kończyn. Czy u nas się to nie zdarza? Czy kontrole tego nie widzą?

Nie proponuję czekania na kolejny raport NIK, w którym być może zostaną przedstawione kontrole z większej ilości ferm oraz być może należyta uwaga zostanie zwrócona na dobrostan zwierząt. Proponuję aktywną postawę mającą chronić nas przed skażeniem środowiska i utratą walorów przyrodniczych i estetycznych terenów wokół ferm futrzarskim i mająca chronić zwierzęta przed niewolą i cierpieniem. Protestujmy przeciwko budowie nowych ferm, nagłaśniajmy przypadki wypaczeń na już istniejących, rozpowszechniajmy wiedzę, ślijmy listy protestacyjne. A może już w najbliższej przyszłości uda nam się wprowadzić zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. Tak jak udało się to  Anglikom czy Austriakom i tak, jak prawdopodobnie niedługo uda się to Finom, Duńczykom czy Norwegom.

Raport NIK można przeczytać pod tym ADRESEM

Przypis:
(1) Protokół kontroli przeznaczony do dokumentowania stwierdzonych niezgodności z wymaganiami zawartymi w ustawach z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, z dnia 11 marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, a także rozporządzeniach Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 2 września 2003 r. w sprawie minimalnych warunków utrzymania poszczególnych gatunków zwierząt gospodarskich, z dnia 18 września 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków weterynaryjnych, jakie muszą spełniać gospodarstwa w przypadkach, gdy zwierzęta lub środki spożywcze pochodzące z tych gospodarstw są wprowadzane na rynek oraz z dnia 28 kwietnia 2004 r. w sprawie zakresu i sposobu prowadzenia ewidencji leczenia zwierząt i dokumentacji lekarsko - weterynaryjnej

Źródło: http://www.rozbrat.org/publicystyka/ekologia/2959-fermy-zwierzat-futerkowych-w-wielkopolsce-nik-ujawnia-skandaliczne-zaniedbania

wtorek, 20 grudnia 2011

Norki pod specjalnym nadzorem

Ministerstwo środowiska zapowiada kontrolę hodowli drapieżników. To wstęp do zmiany prawa i objęcia ferm rygorystyczną kontrolą.

W weekend w tekście ''Miliard w norkach'' opisaliśmy, jak Ministerstwo Środowiska pracowało nad tzw. listą gatunków zwierząt obcych. Znalazła się na niej norka amerykańska, której w Polsce hoduje się 4 mln sztuk. Zwierzęta są usypiane gazem i sprzedawane, głównie na eksport. Hodowcy mają dzięki temu ponad 1 mld zł rocznie. Naukowcy uważają jednak, że norka ucieka z ferm i wyniszcza rodzime gatunki zwierząt.

Lista, w formie rozporządzenia, weszła w życie we wrześniu. Ministerstwo Środowiska, wbrew podległej sobie opinii Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, norkę z listy skreśliło, więc pojawiła się groźba, że hodowle nie będą właściwie nadzorowane. Janusz Zaleski, sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska i główny konserwator przyrody tłumaczy nam, że zrobiono to m.in. po uwzględnieniu informacji inspektoratu ochrony środowiska. Zapewniał on resort, że fermy są należycie kontrolowane.

W artykule ujawniliśmy jednak raport NIK, który badał nadzór nad fermami w Wielkopolsce będącej hodowlanym zagłębiem. Izba nadzór ten miażdży. Przykład: jeden z lekarzy twierdził, że skontrolował wiele ferm jednego dnia, ale dystans, jaki musiałby pokonać, uniemożliwiał to, więc NIK powiadomił prokuraturę, że mogło dojść do fałszerstw. Izba podsumowuje też: prawie 90 proc. ferm nie przestrzega przepisów środowiskowych, połowa jest użytkowana w nielegalnych budynkach, a co trzecia łamie przepisy weterynaryjne.

Janusz Zaleski: - Wyniki kontroli NIK oznaczają, że zawiodły niektóre z instytucji. Zlecamy inspekcji ochrony środowiska kontrolę ferm w całym kraju. Jeśli podobnie jak NIK, wykaże nieprawidłowości, wciągniemy norkę na listę, by była poddana właściwemu nadzorowi.

To właśnie inspektorat ochrony środowiska również zapewniał resort, że ucieczki norek z hodowli są incydentalne. Podobnie twierdzili naukowcy, którzy lobbowali wespół z hodowcami, by norkę z listy usunąć. Dowodzili, że norki po ucieczce szybko umierają, tyle że badania, na które się opierali, dotyczyły obszaru północno-wschodniej Polski, gdzie hodowli prawie nie ma. Przywoływali też pracę naukową z Danii, która jest potentatem hodowli norek. Pominęli z niej jednak informację, że ponad 80 proc. norek żyjących tam dziko uciekło właśnie z hodowli.

Zaleski: - Dlatego zwrócimy się do naukowców o rzetelną, pogłębiona opinię na temat wpływu norek hodowlanych na środowisko.

W tym roku w renomowanym czasopiśmie naukowym ''Diversity and Distributions'' opublikowano badania wskazujące, że w Polsce na wolności żyją też norki, które uciekły z ferm. Na podstawie badań DNA naukowcy udowodnili, że norka charakteryzuje się u nas olbrzymią różnorodnością genetyczną, bo dzika populacja zasilana jest właśnie zwierzętami z hodowli. Skutek? Dalsza ekspansja drapieżnika w naszym kraju i zagrożenie dla niektórych gatunków rodzimych zwierząt.

Ministerstwo Środowiska zwróci się do inspektoratu nadzoru budowlanego, by sprawdził, w jakim stopniu fermy są nielegalnie wybudowane lub użytkowane, co również ustalił NIK, a Ministerstwo Rolnictwo zleciło kontrolę inspektoratów weterynaryjnych, którym Izba zarzuciła fałszerstwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza 03.11.11 |  http://wyborcza.pl/1,75478,10585478,Norki_pod_specjalnym_nadzorem.html#ixzz1h5BWl4DA

Karpie bez wody - makabryczna scena z hipermarketu

Drastyczne zdjęcia duszących się karpi przysłał do nas czytelnik. Scena, jakiej był świadkiem, miała miejsce w sobotę w hipermarkecie Tesco na terenie wrocławskiego Centrum Handlowego Marino
 
- Karpie były stłoczone w wannie. Nie mogły oddychać. Sprzedająca zgarniała je łopatą. Zwróciłem kobiecie uwagę, jej mina była bezcenna - relacjonuje nasz czytelnik.

Co na to przedstawiciele sieci Tesco
Polska? Rzecznik prasowy Michał Sikora poprosił najpierw o przesłanie zdjęć. Po ich obejrzeniu stwierdził, że ten obrazek to nie jest w Tesco norma, a zdjęcia wykonano w momencie wymieniania wody.
 
- Zgodnie z wytycznymi Głównego Lekarza Weterynarii w sprawie postępowania z żywymi rybami będącymi przedmiotem sprzedaży detalicznej karpiom w basenach wymienia się wodę przynajmniej raz na 48 godzin, w praktyce zaś nawet częściej - tłumaczy rzecznik sieci Tesco. - Zdjęcie zostało wykonane właśnie w momencie wymieniania wody. Stąd niewielka jej ilość, przy dużej liczbie pływających karpi.

Michał Sikora przyznaje, że doszło jednak do niedopatrzenia ze strony sklepu. - Wodę należy wymieniać przy pustym zbiorniku, z którego ryby na ten czas powinny być przełożone do innego pojemnika z wodą - mówi Sikora.

Ale nasz czytelnik dodaje, że w czasie gdy - wraz ze swoją znajomą - kłócili się z przedstawicielami sklepu o warunki, w jakich zwierzęta są przechowywane, z magazynu przywieziono kolejny zbiornik z karpiami: - Wyglądał tak samo, czyli ogromna ilość ryb i znikoma wody. Na miejscu pojawiła się kierowniczka stoiska. Próbowała nas przekonać, że karpiom nie dzieje się krzywda i że dotąd klienci się nie skarżyli.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław 19.12.2011
http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,10844417,Karpie_bez_wody___makabryczna_scena_z_hipermarketu.html#ixzz1h4AQxeUO

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Celnicy: Ministerstwo nakazuje usypiać niechciane psy. Resort: To nieprawda

Celnicy informują o zarządzeniu ministra finansów nakazującego - jak twierdzą - usypianie psów wycofanych ze służby w sytuacji, gdy nie znajdą one nowego właściciela. "Wydawałoby się, że skoro z nawiązką zapracowały na swoje utrzymanie, to Służba Celna zapewni im przynajmniej budę i miskę karmy na zasłużonej emeryturze" - piszą. Tymczasem Ministerstwo Finansów zaprzecza: w zarządzeniu nie ma takiego nakazu.
 
O decyzji ministra i oświadczeniu celników informowały media, m.in. Polskie Radio i dziennik "Polska" w swoim serwisie internetowym.

"Psy od lat pełnią służbę w Służbie Celnej. Nie wyobrażamy sobie zwalczania przemytu narkotyków czy papierosów bez pomocy naszych czworonogów. Swoimi umiejętnościami doprowadzają przemytników do rozpaczy, chronią nasz budżet przed skutkami oszustw, zachwycają na licznych pokazach i konkursach. Są to zwierzęta starannie wyselekcjonowane, wyszkolone, bardzo inteligentne, które rozumieją i czują. Wydawałoby się, że skoro z nawiązką zapracowały na swoje utrzymanie, to Służba Celna zapewni im przynajmniej budę i miskę karmy na zasłużonej emeryturze" - piszą celnicy na swojej stronie Celnicy.pl. (Strona w niedzielę przestała działać.)

Celnicy informowali, że - zgodnie z zarządzeniem ministra Rostowskiego z dnia 23 listopada ws. psów służbowych i psów służbowych w Służbie Celnej - pies może zostać wycofany ze służby nawet, gdy jest zdrowy, ale np. jest za stary, utraci węch, wzrok, słuch, zajdzie konieczność nowego przeszkolenia. Jeżeli przewodnik nie będzie mógł podjąć opieki, nie znajdzie się inny zainteresowany wykorzystaniem psa i nikt nie zechce go kupić, to dyrektor Izby Celnej musi przekazać psa do punktu weterynaryjnego w celu eutanazji. Nie przewiduje się żadnej możliwości powierzenia opieki nad psem ani pokrycia kosztów wyżywienia i leczenia - informowali celnicy.

Zarządzenie ma charakter polecenia służbowego, które dyrektor jest zobowiązany wykonać. Tymczasem to polecenie łamie ustawę o ochronie zwierząt, która reguluje przypadki uśmiercenia zwierząt - twierdzą celnicy. Za zabicie psa z naruszeniem tych zasad grozi kara grzywny, kara ograniczenia wolności albo pozbawienie wolności do roku.

Jak podało Polskie Radio powołując się na celników, decyzja ws. psów została podjęta w Ministerstwie Finansów świadomie, a w trakcie prac nad treścią nowych regulacji Ministerstwo było informowane, że propozycje naruszają prawa zwierząt.

Ministerstwo zaprzecza

W niedzielę wieczorem na stronie resortu finansów opublikowano oświadczenie w tej sprawie. Jak czytamy, "zarówno ustawa o ochronie zwierząt jaki i zarządzenie Ministra Finansów w sprawie szkolenia przewodników psów służbowych i psów służbowych w Służbie Celnej oraz utrzymania tych psów, wykluczają możliwość uśmiercenia przez lekarza weterynarii zdrowego psa służbowego w Służbie Celnej, tylko dlatego, że został on 'wycofany ze służby'".

Według resortu, punkt 23 zarządzenia ministra rzeczywiście dopuszcza możliwość eutanazji wycofanego ze służby psa, ale tylko wtedy, gdy jest on nieuleczalnie chory. „Przepis ten przewiduje możliwość przekazania takiego psa przede wszystkim przewodnikowi, a w dalszej kolejności innym zainteresowanym osobom, możliwość sprzedaży psa albo przekazania do punktu weterynaryjnego w celu dokonania eutanazji. Pojecie eutanazja oznacza uśmiercenie istoty nieuleczalnie chorej i cierpiącej” - czytamy.

"Jednocześnie informujemy, że żaden pies w Służbie Celnej nie został do tej pory przekazany do punktu weterynaryjnego w celu dokonania eutanazji" - podkreśla Ministerstwo Finansów.
Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę - tak stanowi art. 1 ustawy o ochronie zwierząt. A wg celników najnowsze zarządzenie ministra finansów nawet nie przewiduje objęcia ochroną i opieką psów, które nie są już wykorzystywane w służbie (z różnych przyczyn), a w razie braku chętnych do przejęcia opieki nad takim psem nakazuje eutanazję nawet zdrowego psa.

W Służbie Celnej obowiązuje praktyka, że pies spędza czas z przewodnikiem i jest traktowany jak członek rodziny. Pozostaje nim także po ustaniu służby, kiedy to najczęściej przewodnicy przejmują cały ciężar utrzymania psa.

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,10797461,Pies__ktory_skonczyl_sluzbe_u_celnikow__nie_ma_domu_.html | Gazeta

środa, 7 grudnia 2011

Racja Pracowni w sprawie OOŚ dla polowań

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie 24 listopada 2011 r. przychylił się do skargi Pracowni i uchylił decyzje GDOŚ i RDOŚ o odmowie wszczęcia postępowania w sprawie wstrzymania działalności łowieckiej na obszarze Natura 2000 „Puszcza Białowieska” z uwagi na brak przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko dla planów łowieckich.
6 stycznia 2010 r. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot skierowała do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Białymstoku wniosek o wstrzymanie działalności łowieckiej na obszarze Natura 2000 „Puszcza Białowieska”.

Wniosek oparty był o art. 37 ustawy o ochronie przyrody, z którego wynika obowiązek wstrzymania działań mogących znacząco negatywnie oddziaływać na cel ochrony obszaru Natura 2000, które nie zostały poprzedzone wydaniem stosownych zezwoleń. Zezwolenia te mogłyby być wydane po przeprowadzeniu choćby wstępnego etapu oceny oddziaływania na środowisko. Wniosek Pracowni uzasadniony był przesłankami prawnymi oraz argumentami naukowymi. Dotyczą one przede wszystkim zagadnień związanych z ubytkiem bazy żerowej dla dużych drapieżników (co może generować także straty gospodarcze) oraz innych form zaburzenia funkcjonowania ich populacji.

8 września 2010 r. RDOŚ rozstrzygnął sprawę – wydając postanowienie o odmowie wszczęcia stosownego postępowania. Zdaniem RDOŚ, wniosek Pracowni był bezprzedmiotowy, ponieważ gospodarka łowiecka już z samej definicji służy ochronie przyrody – a więc nie jest możliwe by szkodziła ona przyrodzie obszaru Natura 2000.

Pracownia skierowała do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska zażalenie na postanowienie RDOŚ. GDOŚ rozstrzygnął sprawę 25 lipca 2011 r. – i utrzymał w mocy stanowisko RDOŚ. Uzasadniono to tym, że nie ma możliwości wstrzymania działalności łowieckiej, mimo że plany łowieckie nie zostały poddane ocenie oddziaływania na środowisko.

Postanowienie GDOŚ zostało zaskarżone do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. 24 listopada 2011 r. Sąd przychylił się do skargi Pracowni i uchylił decyzje GDOŚ i RDOŚ.


Instytucje powołane do ochrony obszarów Natura 2000 dotychczas unikały analizy merytorycznej naszych zarzutów o tym, że polowania mogą szkodzić gatunkom, dla ochrony których powołano obszary Natura 20
00 - mówi Radosław Ślusarczyk, prezes Pracowni - Oczekujemy merytorycznej dyskusji przy nieprzygotowanej do tej pory ocenie oddziaływania na środowisko.

Po uprawomocnieniu wyroku sprawa będzie musiała być ponownie rozpatrzona przez RDOŚ. Zdaniem Pracowni, dopóki nie zostanie przeprowadzona merytoryczna analiza wpływu polowań na integralność obszarów Natura 2000, polowania powinny być wstrzymane w celu zagwarantowania zgodności z przepisami dyrektywy siedliskowej.